Ten projekt nie powstał przy stole biznesowym ani z analizy rynku nieruchomości. Nie był też pomysłem na stworzenie kolejnej strony z ogłoszeniami. Powstał dużo wcześniej — z obserwacji, emocji i poczucia, że wraz z pustymi domami znika coś znacznie większego niż tylko budynki.
Pochodzę ze Śląska, z miejsc, z których przez lata wyjeżdżało bardzo wielu ludzi. Głównie do Niemiec, ale także do innych krajów Europy. Wyjeżdżali moi znajomi, sąsiedzi, członkowie rodziny. Dla wielu osób był to jedyny sposób na lepsze życie, spokojniejszą przyszłość i większe możliwości dla swoich dzieci.
I trudno się temu dziwić.
Ale razem z ludźmi zaczęło znikać codzienne życie tych miejscowości. Zamykały się kolejne domy. Gasły światła w oknach. Ogródki, które kiedyś były dumą właścicieli, zaczynały zarastać. Domy budowane latami, często własnymi rękami, po pracy, wieczorami i kosztem ogromnych wyrzeczeń, zaczynały po prostu stać i czekać.
Do dziś mijam takie miejsca i bardzo często mam poczucie, że one wcale nie są opuszczone. One nadal noszą w sobie historię ludzi, którzy tam mieszkali. Widać ją w starych schodach, w piecach kaflowych, w sadach posadzonych kilkadziesiąt lat temu, w warsztatach, stodołach i garażach budowanych przez całe życie.
I właśnie wtedy pojawiła się myśl, że ogromną stratą byłoby pozwolić tym miejscom po prostu zniknąć.
Bo razem z nimi znika dorobek wielu rodzin. Znika historia miejscowości. Znajomy krajobraz. Część naszego dziedzictwa i pamięci o ludziach, którzy przez całe życie tworzyli te miejsca z myślą o przyszłych pokoleniach.
Projekt „Domy, które czekają” powstał dlatego, że wierzę, iż takim nieruchomościom można dać drugie życie. Że można odnaleźć ludzi, którzy zobaczą w nich coś więcej niż tylko stary budynek do remontu. Że można połączyć historię tych domów z nowymi właścicielami, którzy napiszą tam kolejny rozdział.
W swojej pracy bardzo często spotykam osoby mieszkające dziś za granicą, które od lat nie wiedzą, co zrobić z nieruchomością pozostawioną w Polsce. Dla wielu z nich to nie jest zwykła decyzja o sprzedaży. To często dom rodzinny, miejsce dzieciństwa, wspomnienia rodziców i dziadków. Za każdą taką nieruchomością stoi czyjeś życie.
Dlatego ten projekt ma być czymś więcej niż pośrednictwem nieruchomości. Ma być próbą ratowania miejsc, które nadal mają wartość — nie tylko materialną, ale przede wszystkim ludzką.
Chcemy odnajdywać takie domy. Docierać do ich właścicieli. Pomagać uporządkować trudne sprawy i sprawić, aby te miejsca znowu żyły.
Bo wierzę, że niektóre domy nie są opuszczone.
One po prostu czekają.
Na swoją drugą historię.
